czerwona herbata

Czerwona herbata – czym tak naprawdę jest?

(Artykuł sponsorowany)

Dwie osoby proszą o czerwoną herbatę. Pierwsza dostaje niemal czarny, ziemisty napar. Druga – rubinowy rooibos.

A ktoś stojący obok przekonuje, że prawdziwa czerwona herbata to ta, którą w Polsce od zawsze nazywamy czarną.

I właściwie… każda z tych osób może mieć trochę racji.

Nazwa „czerwona herbata” brzmi jednoznacznie, ale w praktyce kryje się pod nią kilka zupełnie różnych naparów. Najczęściej chodzi o pu-erh, czasami o rooibos lub hibiskus, a według chińskiej klasyfikacji – o dobrze znaną nam herbatę czarną.

Spróbujmy więc uporządkować to herbaciane zamieszanie.

Co w Polsce nazywamy czerwoną herbatą?

W polskich sklepach pod nazwą czerwona herbata najczęściej znajdziemy pu-erh typu shu, czyli herbatę o bardzo ciemnym naparze i charakterystycznym, ziemistym smaku. Określenie przyjęło się na tyle dobrze, że wiele osób uważa je za oficjalną nazwę całej kategorii.

Ale nią nie jest.

Trudno wskazać historyczny lub technologiczny powód, dla którego pu-erh zaczęto w Polsce nazywać herbatą czerwoną. Nie używają tej nazwy również sami Chińczycy. Pu-erh zalicza się tam najczęściej do hei cha, czyli „herbat czarnych” lub – w tłumaczeniu pozwalającym uniknąć kolejnego zamieszania – herbat ciemnych. Czasami traktowany jest też jako osobna kategoria.

Co więcej, najbardziej znany w Polsce pu-erh shu nie daje nawet czerwonego naparu. Jego kolor przypomina raczej ciemny brąz, kasztany, a niekiedy niemal czarną kawę.

Nazwa jest więc nieprecyzyjna, ale nadal powszechnie używana. Jeśli ktoś w Polsce szuka czerwonej herbaty, najprawdopodobniej ma na myśli właśnie pu-erh shu.

Która herbata naprawdę jest czerwona?

Jeśli zajrzymy do chińskiego nazewnictwa, sprawa odwróci się o 180 stopni.

To, co w Polsce i innych krajach europejskich nazywamy herbatą czarną, w Chinach jest hong cha – dosłownie „herbatą czerwoną”. Podobnego określenia używa się także w Japonii i Korei.

Europejska nazwa odnosi się przede wszystkim do koloru suchych liści. Chińska – do barwy naparu. Obie opisują więc tę samą herbatę, ale zwracają uwagę na inny etap jej przygotowania.

Kiedy chiński herbaciarz mówi o czerwonej herbacie, najprawdopodobniej ma na myśli nie pu-erh, lecz herbatę, którą my nazwalibyśmy czarną.

A co z rooibosem i hibiskusem?

Rooibos rzeczywiście daje intensywnie czerwony napar i bywa sprzedawany jako czerwona herbata. Problem nie dotyczy tutaj koloru, lecz słowa „herbata”.

Herbata w botanicznym znaczeniu powstaje z liści krzewu Camellia sinensis. Rooibos pochodzi natomiast z czerwonokrzewu Aspalathus linearis. Jest więc naparem ziołowym, podobnie jak mięta czy rumianek. Naturalnie nie zawiera kofeiny i ma zupełnie inny smak niż pu-erh.

Podobnie wygląda sytuacja z hibiskusem oraz mieszankami owocowymi, które zawdzięczają mu rubinową barwę. Mogą być czerwone, ale z botanicznego punktu widzenia nie są herbatą.

Czasami w kategorii czerwonych herbat umieszczane są również oolongi. Nie ma jednak uzasadnienia dla takiej klasyfikacji. Oolong stanowi osobny typ herbaty – nie jest ani pu-erhem, ani herbatą czarną, ani „czerwoną” kategorią pośrednią.

Jedna nazwa, kilka zupełnie różnych naparów

Wróćmy więc do sceny z początku. Pierwsza osoba dostała to, czego pod nazwą czerwonej herbaty spodziewa się większość osób w Polsce – pu-erha shu. Druga otrzymała napar rzeczywiście czerwony, choć niebędący herbatą. Trzecia użyła natomiast chińskiego nazewnictwa.

Każda miała więc trochę racji. Problem w tym, że każda mówiła o czymś zupełnie innym.

Dlatego zamiast pytać, która z nich piła „prawdziwą” czerwoną herbatę, lepiej doprecyzować: pu-erh shu, hong cha czy rooibos?

 

źródło zdjęć: eherbata.pl

Udostępnij:

Facebook
Pinterest
Email

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy także

Dołącz do nas
Zapisz się do newslettera i otrzymaj darmowy eBook
Zapisz się na newsletter